No to odchodzę.
Miałam szczęście zrodzić się dzieckiem ludzi nietuzinkowych. Moi rodzice postanowili ze swojego życia uczynić zawrotną sztukę paraboliczną, a z samych siebie dramatycznych bohaterów tragicznych. Zawsze przełamywali bariery, omijali schematy, kształcili się wszechstronnie - wszystko by być w pełni wolnymi i w pełni świadomymi. Potem wszystko to przelewali na mnie. Uczyli mnie teologii, filozofii, historii, teorii szeroko rozumianej sztuki. Zawsze jednak ostrożnie, by nie utrwalić we mnie swoich własnych przekonań, oceny zawsze pozostawiali mnie samej. Ojciec przed snem zamiast czytać mi Andersena, czytał Tołstoja, Bułhakowa, Sartre'a i Gombrowicza. I wszystko to przyniosło naprawdę zadowalający i ciekawy efekt, sama stałam się człowiekiem co najmniej nietuzinkowym.
Wszystko to uczyniło mnie dzieckiem przytłaczająco przemądrzałym i na wskroś cynicznym. O ile przemądrzałości nie dało się ukryć, to cynizmu nienawidziłam i zawsze chowałam go najgłębiej, jak tylko mogłam. Obraz świata rozmył mi się przed oczyma. Bardzo chciałam wierzyć, że światłe idee są prawdą, choć wiedziałam, że nie są. A i tak starałam się sobie udowodnić, że cały świat można przezwyciężyć - załóżmy, że to dziwna forma buntu młodzieńczego przeciw rodzicom. Prawdą jest, że ludzie uczą się dopiero, kiedy boleśnie otrą się o ostrą krawędź czystej mądrości. Podążając za tą zasadą, udowodniłam sobie, że dawane dobro nie zawsze do nas wraca i nie w każdym można rozbudzić dobro i miłość. Nie przebiłam głową muru.
Gdy dotarło do mnie, że zamiast dziurę w murze, robię dziurę w własnej głowie, uświadomiłam sobie, że wpadłam w pułapkę wolności. Tej wolności, która świeci na swą potęgę tuż przed horyzontem. Tej, która jest na wyciągnięcie ręki. Pożarła mnie pycha idei i sama nie wiem jak i kiedy, pozwoliłam zamknąć się w formę. Pozwoliłam umieścić się w szufladzie z mosiężną tabliczką na froncie. Dopiero skatalogowana, zdobyta i poniżona potrafiłam dopuścić do siebie swój cynizm, który powiedział Dziewczyno, zaakceptuj wreszcie to, że nie można wszystkiego, że wszystko jest niczym, a Twoja hierarchia wartości opiera się na wymyślonym przez Ciebie kłamstwie. Słusznie powiedział, w końcu jesteśmy sobie pisani na dobre i na złe - czas więc wreszcie się pokochać. Może rzeczywiście cynizm nie jest wadą. Pewnym jest tylko jedno - wolnością nie jest brak formy. Wolnością jest możliwość zamykania się w dowolniej formie i wychodzenia z niej kiedy tylko się zechce, wolnością jest wolna wola, swoją drogą często źle rozumiana przez ateistów czy sceptyków.
Dzięki, tato. Dzięki, mamo. Jesteście najlepszym i najgorszym, co mnie w życiu spotkało.
A za kulisami...
Ostatnio często czekam na dworcach na pociągi w różne kierunki i do różnych miast. W ostatnich dniach bardzo miło było we Wronkach.
Tak kończy się historia Asi, która chciała rozsiewać wszędzie wokół miłość, dobro, ciepło i serdeczność. Niestety w połowie roboty dorwała ją własna, skrywana tożsamość i zabili ją ludzie, w których silnie i usilnie wierzyła. Na szczęście odrodziła się na nowo i jest w punkcie, w którym musi postawić tylko jeden krok, a zastanawia się, który kierunek wybrać. Ale to całkiem inna opowieść, która opowiedziana zostanie w zupełnie innym miejscu i pod zupełnie innym imieniem...
Koniec.



